Gdy miałam 15 lat myślałam, że zostanę reżyserem. W trzeciej klasie liceum wiedziałam już, że będę zdawać na medycynę, żeby w czwartej wybrać studia na Akademii Ekonomicznej, podczas których przez cały czas pracowałam jako nauczyciel języka angielskiego. Teraz po 20 latach zarządzania Agencją Reklamową mogę powiedzieć, że w sumie „pracuję w zawodzie”. Tyle że, po drodze zostałam jeszcze radcą prawnym i otworzyłam kancelarię, w unikalny sposób łącząc obydwa obszary. Czy był w tym wszystkim jakiś zamysł? Jakiś plan piętnastoletni?
Absolutnie nie, chociaż z obecnej perspektywy wszystkie te aktywności idealnie złożyły się na to, kim dzisiaj jestem i co potrafię. W pewien trudny do wytłumaczenia sposób stopiły siły i kompetencje w doświadczenie, które pozwala mi ze spokojem patrzeć w przyszłość. Nie dlatego, że nie obawiam się życiowych perturbacji i nie czuję lęku przed przyszłością, ale dlatego, że wiem, że cokolwiek się stanie, dam sobie radę. Nie boję się zmian i mam bezczelne przedświadczenie, że jestem w stanie nauczyć się wszystkiego poniżej baletu i fizyki jądrowej. I jak znam siebie, pewnie wkrótce coś znowu wymyślę. Bo ja lubię myśleć, że kiedyś będę jeszcze robić to i tamto. Że pewne rzeczy ciągle przede mną.
Picasso miał swój Okres Błękitny, potem Okres Różowy, po nim czas inspiracji Afryką, by w końcu zatopić się w Kubizmie.
Twoja praca i życie też mogą przechodzić przez wiele wcieleń i ewolucji. Jeżeli jesteś na początku drogi zawodowej nie martw się, że to co w tej chwili robisz, determinuje Twoje całe życie. Nie zakładaj, że kierunek studiów wyznacza jego los na dekady. Bądź otwarta na najdziwniejsze doświadczenia i nie zapominaj, że nawet te najbardziej nobliwe kariery zawodowe, które kojarzą nam się z życiowymi wyborami, są wykonalne w późniejszym wieku.
A jeżeli masz za sobą już wiele lat doświadczenia i coraz więcej znużenia bądź żalu, co do dokonanych wyborów, pamiętaj o zasadzie 10 000 godzin. Badania wskazują, że tyle właśnie przepracowanych w danym obszarze godzin wymagane jest do osiągnięcia poziomu, który określa się profesjonalizmem. Dziesięć tysięcy godzin to pięć lat pracy na pełnym etacie, a przecież nie zawsze potrzebujemy aż takiego standardu, żeby czymś się zajmować. Z powodzeniem jesteśmy w stanie dobrze radzić sobie w zawodach, które w obliczu tego, na czym już się znamy, umocowują nas w ich wykonywaniu, nawet po roku, dwóch doświadczenia.
W takim właśnie myśleniu przodują Amerykanie. Statystycznie wykonują siedem różnych zawodów na przestrzeni życia. Nie oczekują od studentów pierwszego roku, że będą na tym etapie decydować o swojej specjalizacji. Nie zakładają, że tylko własność daje w życiu bezpieczeństwo. W Polsce tymczasem wymaga się od czternastolatków deklaracji czy w liceum chcą się uczyć biologii i chemii czy raczej matematyki i fizyki. Uczelnie wyższe oferują przedmioty wyłącznie ze spektrum wybranego kierunku. Korporacje obiecują młodym absolwentom świetlaną ścieżkę kariery po związaniu ich dziesięcioletnią lojalnością.
I oczywiście nie byłoby w tym nic złego, a niejeden pewnie odetchnie z ulgą, gdy ktoś w wieku 19 lat powie mu, co będzie robił do emerytury. Bo jeżeli nastolatek wie, że chce byś profesorem historii, to przypadkowa dystrakcja zawodowa wydłuży mu tylko drogę do celu. Statystyki pokazują jednak, że niewiele osób ma pewność, co chce robić w życiu nawet na etapie ukończenia studiów. Tkwimy przez konsekwencję w miastach, zawodach, zależnościach, które zostały ukształtowane lata temu, a my wydajemy się być wobec nich bezwolni, jakbyśmy mieli niewidzialną kotwicę u nogi. Tak jakby nasz czas minął. Jakby to nie był dzień, w którym można podjąć decyzję.
Nie namawiam Cię do wywracania do góry nogami życia, w którym Ci dobrze. Do porzucania dobrego dla nowego, ot tak, bo już czas. Wszak nawet w zmianie trzeba mieć coś stałego. Jakiś odgromnik nieudanych wyborów. Chcę tylko żebyś wiedziała, że NIGDY nie jest za późno na zmianę czegoś, co dobre dla Ciebie nie jest.
Pozdrawiam,
A.